Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obyczajowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obyczajowa. Pokaż wszystkie posty

17 września

Czy wiesz, co robi Twoja babcia?

„Ageizm (ang. agism i ageism, od age – wiek, wym. ejdżyzm; także: wiekizm) – dyskryminacja ze względu na wiek. Najczęściej, choć nie zawsze, dotyczy problemów na rynku pracy (tak z jej znalezieniem, jak i utrzymaniem). Widoczny jest także w lekceważącym traktowaniu osób starszych oraz braku oferty rozrywkowej i rekreacyjnej. Dotyka ludzi starych, postrzeganych jako niepotrzebnych (…).  W Polsce ofiarami ageizmu najczęściej padają kobiety po 35. roku życia oraz mężczyźni po 45.[1]”

Instagram MCB

Niech Was nie zwiedzie jaskrawokolorowa okładka książki „Najlepsze chwile w życiu” – pod tą optymistyczną, kwiecistą przykrywką powieść Maeve Haran dotyka bardzo gorzkiego problemu społecznego, którym w perspektywie globalnego kultu młodości staje się… starość. Hasło z Wikipedii nieco przerażająco głosi, że w Polsce ofiarami ageizmu najczęściej są kobiety po 35 roku życia – w tym rozumieniu bohaterki „Najlepszych chwil w życiu” są prawie że muzealnymi eksponatami, które jednak bardzo dobitnie obrazują wykluczenie (bądź nawet – auto(!)wykluczenie) osób starszych z życia publicznego.
Laura, Sal, Ella i Claudia to cztery zaprzyjaźnione „kobietki” po sześćdziesiątce – całkiem sprawne, a przynajmniej za takie same się uważają. Od ponad czterdziestu lat co miesiąc spotykają się w swoim babskim gronie na plotkach przy szampanie („zlot czarownic” – jak określa to żartobliwie Don, mąż Claudii), aby podzielić się swoimi problemami, i wysłuchać porad przyjaciółek. Jednak w ich  uporządkowanych przez tyle lat losach nagle zaczyna się coś dziać: Sal traci pracę, mąż Laury po trzydziestu latach małżeństwa odchodzi do firmowej koleżanki z którą będzie miał dziecko, Claudia przenosi się z ukochanego Londynu na nudną wieś, Ella, naciskana przez wmawiające jej chorobę Alzheimera córki, rozważa sprzedaż domu… Do tego jeszcze problemy sprawiają rodzice-staruszkowie, i dzieci z wnukami. Czy sześćdziesiątka to naprawdę dobry czas na radykalne zmiany?

Bohaterki „Najlepszych chwil w życiu” poza swoimi prywatnymi sprawami muszą stawić czoła permanentnej presji środowiskowej na bycie „young, fit & active”, nieustannie udowadniając wszystkim, że są zadbane, sprawne, potrzebne, samowystarczalne. Na dłuższą metę staje się to męczące, gdyż przez cały czas muszą „trzymać fason”, nie pozwalając sobie na najmniejsze zapomnienie, które mogłoby zostać wykorzystane przeciwko nim. Czy tak jednak jest naprawdę? Czy to może pokolenie lat 60., które jeszcze niedawno zmieniało obyczaje świata, samo stawia sobie zbyt wysokie wymagania, przestając umieć spontanicznie cieszyć się codziennością?

Książka Maeve Haran pokazuje życie współczesnych kobiet w pewnym przełomowym momencie: bycia zbyt starą, aby przynależeć do tweetującej, internetowej „młodzieży 30+” z ich wszystkimi iPhone’ami, Macami i zawodowymi ambicjami, oraz bycia zbyt młodą, aby dołączyć do, jak mówi autorka, „pań sprzątających kościół”[2]. Dużym problemem bohaterek oprócz społecznego wyobcowania staje się również poczucie samotności: ich dzieci dawno wyprowadziły się z domów i założyły własne rodziny, mężowie albo zmarli, albo zajmują się swoimi sprawami. Bez tradycyjnych obowiązków pozostaje im do zagospodarowania mnóstwo wolnego czasu, lecz przeszkodą w podejmowaniu jakichkolwiek działań staje się strach przed odrzuceniem i (często wmawiane przez innych) poczucie starości na tle nowoczesnego świata. Haran mimo tej niewesołej perspektywy napisała książkę niebywale optymistyczną: uświadamia, że każdy czas jest dobry na nowe przedsięwzięcia, a wartość człowieka nie jest liczona jego sprawnością i wiekiem, ale tym, co sobą reprezentuje. Przede wszystkim autorka jednak pokazuje, że należy cieszyć się codziennością, bez względu na – wyimaginowane lub rzeczywiste – społeczne presje.

Mimo tej refleksyjnej recepcji „Najlepsze chwile w życiu” są bardzo ciepłą, momentami zabawną powieścią: uśmiech budzą perypetie goth-córki Laury, Wacław – polski emigrant uczący Ellę korzystania ze smartfona, rozrywkowa matka Claudii… Czytelnik instynktownie odczuwa sympatię dla czterech „zakręconych babć”, nieustannie kibicując im w kolejnych przedsięwzięciach, bez znaczenia, czy jest to pielenie ogródka sąsiadów czy nowa praca. W tym kontekście można przytoczyć krążącą w Internecie anegdotę z pewnej kwalifikacyjnej rozmowy:
„- Dzień dobry, proszę usiąść. Ile ma pani lat?
- Och, bliżej mi do 30 niż do 20 - mówi kokieteryjnie kandydatka.
- To znaczy ile?
- 50…”
Dokładnie tak można streścić słodko-gorzką fabułę książki Maeve Haran, która bardzo słusznie otwiera oczy na problem współczesnej kobiecej starości.

[1] Wikipedia, patrz hasło: ageizm.
[2] Maeve Haran: Najlepsze chwile w życiu. Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2016, s. 306.

 Recenzja napisana dla portalu biblioNETka.pl, od którego otrzymałam książkę <3 
Można przeczytać ją TUTAJ.





Autor: Maeve Haran
Wydawnictwo: Marginesy, Warszawa 2016
Liczba stron: 560



Ocena recenzenta: 5/6


27 września

Czy na pewno wiesz, kim jesteś?

Indie, rok 1907. Dwunastoletnia Lilian Langdon od urodzenia mieszka wraz z rodzicami w brytyjskiej, skolonizowanej części kraju. Wiodą tam całkiem dostatnie życie: Henry, ojciec dziewczynki jest poważanym obywatelem, wiele poświęcającym dla pokojowej integracji Anglików i Hindusów. Rodzinę Langdonów dokładniej poznajemy w mgnieniu jednego z ostatnich indyjskich wspomnień Lilian: wystawnego przyjęcia urządzonego przez matkę dziewczynki dla ojca z okazji jego pięćdziesiątych urodzin. Jubileuszowym prezentem miał zostać misternie haftowany obrus, nad którym kobieta spędziła wiele pracowitych miesięcy. Niespodzianka się udała: przybyli zaproszeni przyjaciele, wzniesiono toasty, skonsumowano tort. W końcu – przyszedł czas na wyczekiwany podarunek… na którego widok zniesmaczeni goście w pośpiechu opuścili dom Langdonów, a sam Henry zamknąwszy się w gabinecie popełnił samobójstwo, którego przypadkowym świadkiem stała się jego córka. Osieroconą i przytłoczoną tragedią dziewczynkę przygarnia ciotka Wilhelmina: mieszkająca w Wielkiej Brytanii podstarzała siostra matki Henry’ego. Lila, wychowana od dziecka w Indiach i tym samym żyjąca według tamtejszych kanonów kulturowych, ma problemy z adaptacją na Starym Kontynencie – osamotniona tęskni za swoim domem, przyjaciółmi i codziennymi hinduskimi zwyczajami. W Anglii odnajduje jednak intrygujące dzienniki ojca i listy pisane przez babkę do bliskich: z tych okruchów mozolnie odtwarza życie swojej rodziny, naznaczone przede wszystkim krwią, tęsknotą i poszukiwaniem tytułowego, własnego miejsca na ziemi. W międzyczasie Lilian musi również rozwiązać swoje problemy, dorosnąć, i zdecydować, czy w głębi serca czuje się Brytyjką, czy Hinduską – a stawka jest wysoka, bo nagrodą jest przepiękna, wzruszająca miłosna historia z I wojną światową w tle.



Postać Lili intertekstualnie przywodzi na myśl Sarę Crewe, bohaterkę „Małej księżniczki” Frances Hodgson Burnett*. Podobnie jak w tej klasycznej powieści, w „Miejscu na ziemi” dorastająca, związana z Indiami dziewczynka – później kobieta – musi odnaleźć swoją tożsamość i prawdę o najbliższych: z tą jednak różnicą, że prawda według Sinha w przeciwieństwie do dobrze kończącej się książki Burnett okazuje się być przede wszystkim bolesna i krwawa. Autorka (od wielu lat mieszkająca w Anglii rodowita Hinduska) w swojej debiutanckiej powieści nie stroni od dość drastycznych w opisach nawiązań do najciemniejszych kart historii, na których mozolnie budowano kolonizatorskie porozumienie pomiędzy Indiami a Wielka Brytanią. Jednym z autentycznych wydarzeń stanowiących główną oś książkowej fabuły jest rzeź w Kanpurze z 1857 roku, gdzie podczas powstania Sipajów buntownicy wymordowali cały stacjonujący pod miastem garnizon angielski – wraz z kobietami i dziećmi, które niefortunnie towarzyszyły mężczyznom podczas ich egzotycznej wojskowej wyprawy. Sinha stara się w powieściowych dziennikach Henry’ego i wspomnieniach jego ojca odtwarzać kolejne polityczne kroki do późniejszego odzyskania pokojowego porozumienia w tym rejonie – nie jest to jednak łatwe: mamy tu do czynienia z odwróconą perspektywą obrońcy i okupanta, którym okazują się być – mimo najlepszych pobudek – Brytyjczycy. Bohaterowie książki stojący po obydwu stronach konfliktu nie dają czytelnikowi tym samym możliwości jednoznacznego określenia dobra i zła: każda nacja posiada swoje konkretne, niepodważalne argumenty, a wypracowany w następnych latach wielokulturowy kompromis świadczy jedynie o dobrej woli obydwu narodów. „Miejsce na ziemi” porusza w tym kontekście bardzo aktualny problem inności i wyobcowania, połączonego z  niechęcią do emigrantów i poczuciem braku przynależności do danego społeczeństwa: „obcymi” są tutaj zarówno przebywający na terenie Indii Brytyjczycy, jak i powracająca do ojczyzny przodków Lilian. Autorka zabierając swoją powieścią ważny głos w światowej dyskusji o konsekwencjach postkolonializmu wyraźnie zaznacza, że za asymilację w danej społeczności odpowiadają obydwie strony, a różnice kulturowe przy odrobinie wysiłku nie muszą stanowić integracyjnej bariery.


Książka Umi Sinhy to finalnie także fascynująca historia o kobietach: o ich sile przetrwania, macierzyństwie, miłości, oddaniu i poświęceniu, wreszcie – o szaleństwie, psychozie i perfekcyjnie tuszowanych sekretach: to kobiety bowiem są w tej opowieści mistrzyniami w ukrywaniu tajemnic. Poetycko i melancholijnie opisana saga rodziny Langdonów obejmująca trzy pokolenia żyjące w Anglii i Indiach na przestrzeni ponad stu lat, zagadek skrywa wiele – nie tylko na haftowanym obrusie. Warto je poznać – „Miejsce na ziemi” do ostatniej strony podsyca ciekawość czytelnika, sprawiając, że ciężko jest się od tej wartościowej książki oderwać.


*Tu: chociażby piękne wydanie z serii „Mistrzowie Ilustracji” Wydawnictwa Dwie Siostry; Frances Hodgson Burnett: Mała księżniczka. Dwie Siostry, Warszawa 2015, 292 s.




Książkę otrzymałam od redakcji portalu BiblioNETka, 



Autor: Umi Sinha
Tłumacz: Robert Waliś
Wydawnictwo: Marginesy, Warszawa 2016

Liczba stron: 384

30 maja

Wszystkie diabły Tasmanii



Aborcja. Alkoholizm. Agresja. Bieda. Imigracja. Inność. Nienawiść. Porzucenie. Przemoc domowa. Rozczarowanie. Samotność. Stygmatyzowanie. Śmierć. Współczucie. Wyobcowanie. Wojenna trauma. Żal.

***

Nie, „Klaśnięcie jednej dłoni” Richarda Flanagana nie jest książką o patologiach. Ta znakomita literacko powieść przywołuje wespół z poruszonymi niemalże wszystkimi społecznymi problemami wielorakie ambiwalencje: począwszy od osadzenia fabuły powieści w oksymoronicznym, alpejsko-tropikalnym klimacie Tasmanii, po dualne zachowania i uczucia bohaterów, oscylujące pomiędzy miłością a nienawiścią. Obok wyżej wymienionych – pejoratywnych i pozornie dominujących – negatywnych emocji i pojęć, w prozie Flanagana mimo wszystko z łatwością odnaleźć można nieuchwytne najważniejsze wartości. Nic jednak nie jest jednoznaczne…

***

Bliskość. Miłość. Nadzieja. Oddanie. Poświęcenie. Przyjaźń. Współczucie. Wybaczenie. Zrozumienie.

***

Życie Bojana Buloha rozdarte jest pomiędzy emigracyjną pracę przy budowie tamy, a córkę jedynaczkę, z którą przed wielu laty pozostawiła go ukochana Maria. Mimo iż dziewczynka jest dla mężczyzny całym światem, w jego codzienność nieubłaganie wkradają się demony przeszłości: młodość w ogarniętej wojną Słowenii, strata małżonki, imigranckie wyobcowanie, bieda… Przetrwać pomaga mu sztuka (Bojan jest znakomitym projektantem mebli i rzeźbiarzem) oraz… alkohol. O ile jednak bohater posiada pewność, że jest to pewien sposób na pełną bólu egzystencję, całkowicie nie radzi sobie z tym jego dorastająca córka: pierwotnie zdumiona faktem, iż jej ukochany tatuś zamienia się powoli w potwora, z czasem zaczyna przyjmować pokorną i bierną postawę pogodzenia się z polibacyjną agresją. Ich codzienność przybiera formę typową dla dotkniętej przemocą rodziny dysfunkcyjnej: sinusoidalnie waha się pomiędzy pełnymi udawania że „nic się nie stało” chwilami spokoju i (pozornego) rodzinnego ciepła, po coraz częstsze napady pijackiej furii i bicia (za wyimaginowane dotychczasowe krzywdy Bojana). W końcu jednak dziewczyna nie wytrzymuje: w momencie osiągnięcia dorosłości odchodzi z domu z buntowniczym przekonaniem, iż nigdy więcej do niego nie powróci.

Dwanaście lat później przerażona perspektywą własnego macierzyństwa Sonja udaje się w rodzinne strony, aby odszukać prawdę o swojej zaginionej matce. Pełna niepokoju, iż może posiadać podobny gen predyspozycji do porzucenia własnego dziecka całkiem poważnie rozważa aborcję, jednakże na jej drodze stają przyjaciele z lat młodości, którzy zawsze byli życzliwi Marii, Bojanowi i ich maleńkiej córeczce. Krótki pobyt w miasteczku całkowicie zmienia jej perspektywę widzenia, a na horyzoncie pojawia się nie widziany od wielu lat ojciec…

Flanagan porusza w swojej powieści nieśmiertelny problem wybaczenia i rozliczenia się z przeszłością, tutaj dramatycznie zdublowany. Bojan musi uporać się i ze sobą, i z wydarzeniami sprzed lat, które nieustannie stanowią jego źródło utrapienia, Sonja zaś nie dość, że musi pogodzić się z przeszłością swoją i ojca, to do zaakceptowania ma jeszcze swoją niepewną teraźniejszość. Te rozterki bohaterów sprawiają, że nie można ich postaw ani jednoznacznie zaakceptować, ani też potępić: paradoksalnie - nadużywający przemocy Bojan budzi pewną sympatię, podobnie jak planująca aborcję Sonja, której życiorys w dużym stopniu usprawiedliwia podejmowane rozważania.

Niezwykłą psychologiczną głębię prozy Flanagana dopełnia wysokoliteracki, miejscami niemal liryczny język, porównywany stylistycznie do Thomasa Keneally’ego, Coleen McCullough czy – współcześniej – Eleanor Catton. Być może to specyfika australijskiego kontynentu i jego okolic odpowiada za tak niezwykłe spojrzenie na świat, współegzystujące ze znakomitym warsztatem pisarskim autorów? Niezależnie od tego obcowanie z pierwszą książką Flanagana jest wyjątkowym przeżyciem, gwarantującym – podobnie jak w przypadku bohaterów – ambiwalentne emocje: od wściekłości po uwielbienie. Muszę jednak przyznać, że ja najczęściej się wzruszałam.

Książkę otrzymałam od portalu BiblioNETka.pl, i dla niego została napisana niniejsza recenzja.




Autor: Richard Flanagan
Tłumacz: Robert Sudół
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016
Liczba stron: 368


Ocena recenzenta: 5,5/6

08 maja

Ile jesteś w stanie przegrać?


"Ballada o drobnym karciarzu" to druga wydana w Polsce powieść docenianego brytyjskiego pisarza - Lawrence'a Osborne'a, porównywanego na okładkowym leadzie do Houellebecqa i Amisa. Nie do końca się z tą nieco szumną opinią Juliusza Kurkiewicza zgodzę - o ile w przypadku pozostałych pisarzy moralistyczny wydźwięk twórczości daje się odczuwać zarówno w warstwie samej narracji, jak i jej późniejszej recepcji, tak u Osborne'a (stawianego na tle TYCH akurat literackich tuzów) moralny wymiar zdaje się być raczej płytki i przewidywalny.

Lord Doyle, defraudator i finansowy przestępca, ukrywa się przed wymiarem sprawiedliwości w Makau - egzotycznej świątyni hazardu i rozpusty. Żyje tam z dość nietypowych inwestycji: to, co ukradł i ze sobą przywiózł, z różnym skutkiem lokuje w rozmaite hazardowe rozrywki, stając się w miejscowych kasynach postacią rozpoznawaną i... niebezpieczną. Jego ulubioną formą gry jest bakarat: doskonała passa w typowaniu dziewiątek pozwala mu zbić niemałą fortunę. Jednak główną namiętnością każdego hazardzisty jest ryzyko - do którego słabość posiada również Doyle. Skłonność ta nierzadko przysłania mu wszystko, co jest namiastką normalności: dla ryzyka i związanego z nim dreszczu emocji zdolny jest poświęcić związek z kobietą, przywilej dachu nad głową, zdolność utrzymania się i wyżywienia, wreszcie - zwyczajnie ludzkie poczucie przyzwoitości. W pewnym momencie traci wszystko... Czy dzięki temu uda mu się wyrwać ze szponów nałogu?

Książka Osborne'a stara się niejako obnażyć wnętrze człowieka dotkniętego chorobą hazardu: obrazuje jego rozterki (czy raczej ich brak), opisuje funkcjonowanie podporządkowane przede wszystkim nałogowi, wreszcie - diagnozuje problem, który okazuje się być równie niebezpieczny jak uzależnienie od narkotyków czy alkoholu. Jednocześnie "Ballada o drobnym karciarzu" z precyzją literacko uzdolnionego chirurga otwiera przed czytelnikiem nieznany świat kasyn, w których zadymionych wnętrzach ważą się ludzkie losy. 

Czy warto postawić w przypadku "Ballady..." na jedną kartę? Niech będzie zatem: as pik! Ale, drogi czytelniku, morał z książki Osborne'a jest jeden: ZAWSZE możesz przegrać. Niemniej - zaryzykować możesz. 



Autor: Lawrence Osborne
Tłumaczenie: Anna Gralak
Wydawnictwo: Znak Literanova, Kraków 2016
Ilość stron: 270








Książkę otrzymałam od wydawnictwa Znak Literanova:


18 lutego

Tomek Sawyer w sukience

Gdyby Truman Capote, Mark Twain czy John Steinbeck odrodzili się po śmierci jako kobiety, z pewnością byliby Donną Tartt - tylko ona obecnie potrafi w tak naturalnie doskonały sposób pisać o niechętnej adolescencji w dusznej atmosferze amerykańskiego Południa. To autorka o rzadkim darze oglądania rzeczy zwyczajnych przez pryzmat niesamowitości - i tę umiejętność sprawnie przelewa na papier w formie swoich grubych, przesyconych magicznym realizmem powieści. Śmiało można już dziś powiedzieć, że gdzieś pomiędzy Harfą traw a Myszami i ludźmi plasują się zatem trzy dotychczasowe książki Donny Tartt, z właśnie wydanym przez Wydawnictwo Znak Literanova Małym Przyjacielem na czele.


Pierwszoplanową bohaterką Małego Przyjaciela jest dwunastoletnia Harriet, tropiąca w towarzystwie swojego rówieśnika, Hely'ego, sprawę tajemniczej śmierci brata. Niewyjaśnione zabójstwo sprzed kilkunastu lat, które zburzyło spokój i tak niestabilnej rodziny, aktualnie spędza sen z powiek nastolatki biorącej sobie za punkt honoru jego rozwikłanie. A ścieżki do niego prowadzą poprzez typowe, prowincjonalne, amerykańskie miasteczko: ze szkółką niedzielną i bibliotecznymi konkursami dla dzieciaków, z letnim obozem religijnym, z podziałem na "białych" i "czarnych", biednych i bogatych, panie z Garden Clubu i handlarzy narkotyków, z nawiedzonym kaznodzieją i wyrachowanym handlarzem samochodów... W takim otoczeniu egzystuje klan Cleve'ów - a raczej kobiety, które z niego pozostały. To feminarne środowisko drugoplanowe cechują rozmaite podziały, niesnaski i uszczypliwości, jednak niezaprzeczalne jest, że wartości rodzinne i pełna czułości pielęgnacja wspomnień o zmarłych są dla nich najważniejsze. Śmierć małego Robina stanowi jednak traumatyczną barierę - z jej chwilą w rodzinie umarła dziecięca radość, której ani łobuzerska, zbuntowana Harriet, ani jej eterycznie-oniryczna siostra Allison nie potrafiły wskrzesić. Tej radości, a wraz z nią - normalności (tu zwraca uwagę fenomenalnie nakreślona postać borderline'owej matki w depresji) dorastające dziewczęta potrzebują najbardziej, a nie jest w stanie im ich ofiarować ani dość ostra babka, ani - skądinąd kochające - ciotki. Harriet radzi sobie zatem sama, nieustannie przy tym pakując się w rozmaite kłopoty i sprzeciwiając się całą swoją postawą zarówno wszechobecnej "dziewczyńskości" (via rodzina i szkolne koleżanki) jak i ówczesnej obyczajowości, co przewrotnie realizuje sympatyzując z czarnoskórą służącą i latoroślami miejscowych biedaków. Przede wszystkim jednak poszukuje zemsty na domniemanym zabójcy...

Postać chłopczycowatej Harriet, niezbyt zachwyconej domowymi, stereotypowo kobiecymi czynnościami, nieustannie zanurzonej w literackie światy przeczytanych książek, może stanowić alter ego autorki, która, mimo całej swojej niechęci do opowiadania o życiu prywatnym wspominała o swoim dzieciństwie spędzonym wśród ciotek i babć, gdyż jej matka "kompletnie nie nadawała się do wychowywania kogokolwiek[1]". Faktem jest, że ten dziwny układ rodzinny wykształcił (podobnie zresztą jak w niniejszej książce) jednostkę o niebanalnej wyobraźni i niezłomnym charakterze. Może to i dobrze - literaturze potrzeba zarówno takich bohaterek, jak i... autorek. 

Mały Przyjaciel jest jedną z najlepszych stylistycznie powieści, jakie ostatnio zdarzyło mi się czytać; nagrody, które otrzymała (Orange Prize i WH Smith Literary Award), są w pełni zasłużone: to fabularna uczta, którą doskonały język wizualizuje niczym filmowe obrazy Petera Weira - niejednoznacznie i magicznie pod płaszczem pozornej zwyczajności. W polskiej edycji wielkim atutem książki jest jej wydanie: twarda okładka z obwolutą skrywającą trafnie nawiązujący do treści fragment obrazu Melchiora de Hondecoetera Zając i piękny, kremowy papier - Znak bardzo się stara, aby estetyka zewnętrzna dorównywała znakomitemu tekstowi w środku. Rzecz przepyszna: szkoda bardzo, że autorce tak wiele czasu zajmuje pisanie. Z niecierpliwością czekam na jej kolejną powieść, a tę - jak najbardziej polecam.



Autor: Donna Tartt                         
Tytuł: Mały Przyjaciel 
Wydawnictwo Znak Literanova, Kraków 2016
Liczba stron: 608








Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Znak Literanova:

20 grudnia

Jazz, jazz...


Jazz. Parafrazując wypowiedzi władz PRL-owskich: wytwór szkodliwego zachodniego imperializmu, zagrażający jedynej i najlepszej socjalistycznej kulturze, sączący negatywne ideologie w umysły młodych ludzi, którzy winni zająć się przede wszystkim wyrabianiem norm w pracy, a nie szukaniem rozrywki w obcych nurtach muzycznych. W ten sposób piętnowano i cenzurowano zasadniczo każdą twórczość „zza oceanu” w Polsce lat 50., zatem w najbardziej ortodoksyjnej dobie ustroju komunistycznego. Jazz (a wraz z nim swing i wczesny rock’n’roll) w owym czasie przechodził tzw. „okres katakumbowy” – zakazany w publicznych lokalach, potajemnie pojawiał się (mimo groźby nierzadko drastycznych represji i kar) jedynie w prywatnych mieszkaniach i na zamkniętych muzycznych imprezach*. 

Taką sytuację w kraju zastaje Fabian Apanowicz, bohater książki Włodzimierza Kowalewskiego: powracający do Polski powojenny emigrant, puzonista grający przez ostatnie lata swing w znanych jazzowych klubach Anglii i na pływających do Ameryki transatlantykach. Jego celem jest Ciechocinek, w którym planuje zamieszkać u młodszej siostry – Wandy, lokalnej dentystki i przedwojennej śpiewaczki, aby tamże… oczywiście – tworzyć muzykę. Budzi to niebywałe zdumienie w jego najbliższym otoczeniu: nie dość, że wraca do Polski z krajów dobrobytu: kawy „Neski”, drogiej herbaty, nierwących się rajstop, przypraw, które dotychczas przysyłał w zawsze dokładnie przeszukiwanych przez odpowiednie służby paczkach, to jeszcze zakłóca spokój środowiska swoimi wywrotowymi pomysłami! Staje się jednak rzecz zadziwiająca: Fabian nie tylko zyskuje w Ciechocinku niebywałą sławę i poważanie, ale także udaje mu się jakimś cudem „wyciągnąć z podziemia” ukrywających się dotąd muzyków, w tym miejscowego doktora i… milicjanta, cały zastęp trębaczy, perkusistów, klarnecistów, z mistrzem klezmerki – emerytem Felicjanem Zuppe na czele. Zakładają oni na polskim komunistycznym gruncie niemalże amerykański jazzband; w pensjonacie zaczynają odbywać się próby, na których muzycy Fabiana grają (całkiem legalnie!) zakazane szlagiery najsłynniejszych kompozytorów, zdobywając stopniowo (przy irracjonalnej pomocy lokalnych władz, które również okazują się zafascynowane tą młodzieżową muzyką) lokalną sławę, przenoszącą się następnie na sceny ogólnokrajowe. W tym swingującym anturażu pojawiają się również miłość i intryga, a powieść bardzo sprytnie przeistacza się z obyczajowej w sprawnie skonstruowany szpiegowski thriller. 

Nie można odmówić Kowalewskiemu językowej błyskotliwości i metaforycznej ironii: w „Excentrykach” mistrzowsko karnawalizuje szary okres PRL-u, nadając mu (nieco złośliwie) amerykański blichtr. Znakomicie również wyśmiewa absurdy ówczesnej rzeczywistości; wystarczy wspomnieć postawy powieściowych „towarzyszy” z UB czy kontrolujących bohatera milicjantów, tudzież nawiązującą do akcji „Hiacynt” homofobię Zuppego, który brawurowo stwierdza, że nawet „Mickiewicz był pedałem”. 

Warto w tym momencie zwrócić uwagę na intertekstualne i interpersonalne konteksty powieści: oprócz wyżej wspomnianego Mickiewicza przywołani zostają zarówno amerykańscy jazzmani, jak i krajowi przed- oraz powojenni artyści: Leśmian, Tyrmand, Ordonka, Rodziewiczówna, Fredro, Tuwim… Kto zaś przeoczył Stachurę i Lechonia – ten trąba! Nawiązania do znanych pisarzy i muzyków tworzą w „Excentrykach” intelektualną, gęstą atmosferę kontrastującą z obrazem mało inteligentnych środowisk władz komunistycznych, na których tle wyjątkowo intensyfikują się fenomenalnie nakreślone postacie bohaterów: oprócz Fabiana i jego siostry koniecznie należy tu wymienić Bayerową – wiecznie pijaną (ale mającą zadziwiająco trzeźwy ogląd rzeczywistości) właścicielkę pensjonatu, w którym mieszka rodzeństwo Apanowiczów; doktora Cyryla Vogta, skrywającego nieodgadnioną przeszłość chirurga; tajemniczą Modestę – anglistkę, która pojawia się i znika w najbardziej zaskakujących momentach… 

Trzeba jednak zauważyć, że w tej powierzchownie zabawnej powieści, z fabułą osadzoną niewiele lat po wojnie, żywo obecny jest temat Zagłady: zarówno w biograficznym rysie głównego bohatera, który podczas wojny stracił żonę i syna, jak w historii Reichmana: Żyda-artysty, który wyjechawszy z Ciechocinka „na chwilę” – nigdy już do niego nie powrócił, pozostawiając na miejscu swoje dość intymne zapiski i wspomnienia. Ambiwalentne zestawienie emocjonalnych płaszczyzn narracyjnych – zadumy nad przeszłością i postbarejowskiej groteski – przejaskrawia opisywaną rzeczywistość, sprawiając, że ostatecznie okazuje się, iż jest ona jedynie liryczną fatamorganą, a prawdziwy świat, który się pod nią skrywa, wygląda całkowicie inaczej. 

„Excentrycy” Kowalewskiego gatunkowo nie są zatem (jak mogłoby się wydawać) ani powieścią naturalistyczną, ani reportażem z pogranicza realizmu peryferyjnego: w ramy quasi-historycznej PRL-owskiej codzienności została tu wpleciona zupełnie nowa, momentami niemalże fantastyczna opowieść o zaskakujących i nieprzewidywalnych zwrotach akcji, ze znakomitym, ironicznym, szpiegowskim zakończeniem – a czytanie jej to prawdziwie intelektualna uczta. 

--- 
* Dopiero w roku 1954, wraz z utworzeniem krakowskiego festiwalu Zaduszki Jazowe, muzyka ta zaczęła w Polsce odżywać i pojawiać się w miejscach publicznych. 




Egzemplarz książki otrzymałam od portalu biblioNETka, i tam też można przeczytać niniejszą recenzję.






Autor: Włodzimierz Kowalewski   
Tytuł: Excentrycy 
Wydawnictwo: Marginesy, Warszawa 2015 
Liczba stron: 318