Pokazywanie postów oznaczonych etykietą młodzieżowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą młodzieżowe. Pokaż wszystkie posty

25 września

"Dachołazy"

A ja coś mam! 😍

Przedpremierowy egzemplarz "Dachołazów" Katherine Rundell (na półkach księgarni dopiero 25 października!) otrzymałam od przemiłego Poradnia K Wydawnictwo, z którym ostatnio nawiązałam recenzencką współpracę. ❤

Inst MCB
Książkę pożarłam w weekend, i tak bardzo było warto! Na rodzimym rynku wydawniczym wysokoliterackich pozycji dla dzieci i młodzieży jest stosunkowo niewiele, więc dobra - i pod względem narracyjnym, i językowym - lektura, cieszy w tej perspektywie znaczniej. A historia jest pozornie prosta, krzyżująca osieroconą "Małą księżniczkę" z nieco buńczucznym Tomkiem Sawyerem: jednak bez ich ubiegłowiecznego, dydaktycznego smrodku i literackiej naftaliny. Tu dziewczyny biją się z chłopakami, mają zdarte kolana i gwiżdżą na konwenanse, chłopaki z kolei od życia na ulicy wolą samotność i podglądanie gołębi: wszyscy jednak mają dobre serca, a ciepło, życzliwość i sympatia dla bohaterów narastają z każdą stroną książki. Czy Sophie, znaleziona jako niemowlę w futerale wiolonczeli, odnajdzie swoją zaginioną w katastrofie okrętu "Queen Mary" matkę? Nie mogę Wam tego powiedzieć, ale z pewnością nie pijcie nic z butelki z napisem "koci mocz"... 😄 Książkę na okładce polecają Philip Pullman i Joanna Olech - i należy im zaufać, bo znakomita, nieco poetycka opowieść Katherine Rundell jest tego warta.

Czekam na premierę - będę z przyjemnością śledzić losy tej książki. ❤


Książkę otrzymałam od Wydawnictwa





Autor: Katherine Rundell
Tytuł: Dachołazy
Wydawnictwo: Poradnia K, Warszawa 2017
Ilość stron: 264
Ocena recenzenta: 6/6 (bardzo warto!)

28 stycznia

Wyobraź sobie, że nikt Cię nie kocha...

       Wyobraziłaś sobie? To teraz jeszcze wyobraź sobie, że masz dwanaście lat, mieszkasz w domu dziecka, do którego wróciłaś z czterech adopcyjnych rodzin (w jednej "zabiłaś" tatę, w innej gdy spadłaś z roweru powiedziałaś grzeszne i nieczyste słowo "cipka", do innej jesteś po prostu "zbyt dziwna"), słyszysz przedmioty, które Cię otaczają, a podstawowa rzecz, której się nauczyłaś, to walka z innymi dzieciakami o przetrwanie... i święty spokój. Masz na imię Lena, i ktoś bardzo chce nauczyć Cię miłości, której nie chcesz, bo wiesz, że wszystko przemija, że wszystko co dobre, trwa chwilę, i nie wolno się do tego przyzwyczajać. Upadki z wysokości bolą bardziej, prawda?
       "Oro" to książka dwóch autorek, kryjących się pod pseudonimem Marcel A. Marcel: Dany Łukasińskiej i Olgi Sawickiej, obydwu związanych z warszawską sceną teatralną. Poruszający opis psychiki osamotnionego dziecka, które stopniowo odkrywa w sobie pokłady wypieranej przez lata empatii, jest na rodzimym rynku wydawniczym prawdziwie pedagogiczną perełką, skierowaną zarówno do dzieciaków "z problemami" (nie tylko związanymi z adopcją; również z poszukiwaniem własnej tożsamości, z egzystencją w grupie rówieśniczej, z pierwszymi miłościami, z kompleksami związanymi z wyglądem i poczuciem niedoskonałości, zatem z niemal wszystkim, z czym młody człowiek walczy w okresie dojrzewania), jak też do rodziców, zarówno biologicznych i adopcyjnych: pokazuje, że serdecznością, cierpliwością i zrozumieniem można zbudować naprawdę wiele, a przede wszystkim stworzyć kochający dom dla dzieci, które nierzadko nie pozwalają się kochać. Pokazuje rodzinę, w której jest miejsce dla każdego, niezależnie od jego poglądów czy problemów, obrazuje potęgę akceptacji i zaufania, wyrażonego chociażby w książkowych dialogach relacji dzieci - rodzice: każda, nawet błaha sprawa staje się godna uwagi i omówienia, piętnuje się natomiast wyśmiewanie, ocenianie, czy uleganie stereotypom (warto zaznaczyć, że jedna z adopcyjnych sióstr zmaga się z otyłością, inna z ADHD, najmłodszy zaś chłopczyk ma problemy logopedyczne). W całym nacisku na indywidualną kreację jednostki pokazana jest jednak potęga wspólnoty, wewnątrz której bohaterka-samotniczka zmuszona jest zaistnieć - co udaje się dzięki bezwarunkowej miłości, która powoli rodzi się w skomplikowanych relacjach z adoptowanymi rodzicami i nowym (licznym!) rodzeństwem. 
    Książka jest momentami emocjonalnie trudna, rozchwiana jak nastolatek, który od melancholijnych "dołków" popada w nieuzasadnioną agresję, negację i oportunizm, lecz gdzieś w głębi posiada prawdziwe dobro. Pozycja uwrażliwiająca, otwierająca oczy na problemy dorastającej młodzieży, i nakazująca zastanowić się nad własnymi postawami; robi to jednak nienachalnie, bez dydaktycznego moralizatorskiego "smrodku", którego dzieciaki nie lubią. 
       "Oro" wzrusza, rozbraja swoją szczerością, i przywołuje finalny uśmiech przez łzy, dzięki któremu po przeczytaniu wydaje się, że teraz będzie już lepiej, trawa jest zieleńsza, a słońce mocniej grzeje. I nieważne, że samolot z Mediolanu nadal nie przyleciał - najprawdziwszy Oro zawsze będzie przy Tobie.


+ Książkę komiksowo zilustrował Krzysztof Ostrowski, autor "Plasteliny" i "Chopina New Romantic", wokalista zespołu Cool Kids of Death.
+ "Oro" otrzymała nagrodę IBBY w kategorii Książka Roku 2012.







Marcel A. Marcel
Wydawnictwo Marginesy
Warszawa 2012



Kotlet wg braci Grimm

         Post nieco kulinarny, choć dotyczący literatury... 

       Najnowsze wydanie baśni braci Grimm głośne było już przedpremierowo - zwłaszcza w kręgach literaturoznawczych, zajmujących się książką dla dzieci i młodzieży. Nie dość bowiem, że zapowiedziane zostało "bez cenzury" (jakże obiecujący okładkowy desygnat!), to jeszcze za wybór i opracowanie tekstów do zbioru odpowiadał sam Philip Pullman, autor skądinąd znakomitej trylogii "Mroczne Materie", co samo w sobie podkreślało i wydawniczy potencjał książki, jak też jej wręcz naukową specyficzność (Pullman jest wykładowcą akademickim, zajmującym się, miedzy innymi, literaturą angielską). Zbiorów baśni Grimmów dotychczas ukazało się na polskim rynku wiele, toteż obietnica wyjątkowości tego zbioru rozpalała czytelnicze pragnienia. I co? I, drodzy Państwo - nic... Otrzymaliśmy kolejny skład najbardziej znanych baśni, okraszonych co prawda dość ciekawym komentarzem edytorskim Pullmana (przywołuje przy każdym z zamieszczonych w zbiorze tekstów na jego pochodzenie, tropi źródła, z których Grimmowie mogli dany pierwowzór baśni zasłyszeć, wreszcie znajduje kontekst interpretacyjny, powołując się (na skądinąd dość oczywistego w tej kwestii) Bruno Bettelheima), ale nie odkrywa niczego nowego... Owszem, zamieszczone baśnie ociekają przemocą (w końcu pierwotnie takie były), lecz na polskim rynku ukazał się już zbiór bajek niecenzurowanych pod tym kątem (a więc niewygładzonych troskliwością o najmłodszych): myślę tutaj o fenomenalnej książce "Ptak-Straszydło i inne baśnie braci Grimm" wydanej przez wydawnictwo Alfa w 1990 roku, z rewelacyjnymi ilustracjami Ewy Salomon. Co ciekawe, większość tekstów zamieszczonych w obydwu książkach pokrywa się, sadzę nawet, iż tłumacz Pullmana (Tomasz Wyżyński) chętnie sięgał do tłumaczeń Emilii Bielickiej i Marcelego Tarnowskiego - patrząc choćby na baśń "O chłopcu, co ruszył w świat, by poznać strach" która jest niemal identyczna tłumaczeniowo z "Bajką o jednym takim co wyruszył w świat, żeby strach poznać". Oczywiście, zarówno konwencja baśni, jak i jej ramy językowe niekoniecznie pozwalają na jakiekolwiek translatorskie wygibasy, lecz wydanie, które szumnie jest ogłaszane jako "nowe", mogłoby rzeczywiście wprowadzać w publikowane teksty nieco nowatorstwa... nie wspominając już o nawiązaniu do oryginału, którego również nie ma. Rozczarowaniem bowiem największym, w moim skromnym mniemaniu wychowanym na wykładach wybitnego bajkoznawcy i specjalisty od literatury dziecięcej, profesora Grzegorza Leszczyńskiego, jest odstępstwo opublikowanych w Pullmanowskim zbiorze tekstów, od ich rzeczywistych, pierwotnych form. Wiecie, jak oryginalnie brzmiała baśń o Śpiącej Królewnie? Otóż, rzeczywiście - królewna zasnęła, fakt, znalazł ją śpiącą przystojny mężczyzna, ale! Nie był to książę (młody i niezależny) ale król (posiadający żonę, i całe królestwo na głowie), co więcej, tenże król (żonaty!) zbrzuchacił niczego nieświadomą królewnę przez sen, a ta obudziła się, wydając na świat bliźniaki... co oczywiście zrodziło (nomen omen) różne perypetie. I takich właśnie historii spodziewałam się po jakże szumnych okładkowych zapewnieniach "bez cenzury" i "dla dorosłych i młodzieży". Otrzymałam natomiast (w tych bardziej znanych baśniach, jak "Królewna Śnieżka", "Śpiąca Królewna" czy "Jaś i Małgosia") czystą... Disneyowszczyznę: Czarodziejki, wrzeciono, i domek z piernika i czekolady (a nie z chleba, jak to było w pierwszych baśniach braci, gdyż dla ówczesnego dziecka największym dobrem był chleb, a nie słodycze). Co ciekawe, nawet w edytorskich komentarzach autora nie pojawia się żaden z powyższych kontekstów - nie wiem, czy Pullman po prostu ich nie znał (będąc literaturoznawcą?) czy mimo wszystko świadomie pominął, opierając swoje adaptacje na jednym, pierwszym (i... już ocenzurowanym) konkretnym wydaniu "Kinder- und Hausmarchen". Bardzo ciekawe za to są zebrane przez autora, pochodzące z różnych krajów tytuły nawiązań do przytaczanych baśni, co obrazuje zarówno ich wielokulturowość, jak i bezustanną żywotność zarówno w folklorze, jak i literaturze wielu państw (np. Rosji).

       Reasumując: zbiór baśni według Pullmana jest bardzo przyjemny, czyta się znakomicie, noty komentatorskie są przejrzyste, ciekawe, i niejednokrotnie subiektywne, co nadaje im autorskiego "smaczku", jednak jest to kolejna edycja tego samego, która tak naprawdę nie wnosi nic nowego, ani w świat baśni Grimmowskich, ani w świat ich badaczy, ani w świat czytelników. Boli przy tym marketing, który musiał szukać nazwiska znanego autora i odnosić się do tanich chwytów reklamowych, aby po raz kolejny sprzedać ten sam produkt. Ot, po prostu, tom jeden z wielu. Dobrze wydany, w ciekawej okładce. I, jak odgrzewany kotlet - nieźle wygląda, ale smakuje trochę gorzej. Mimo niezłych, Pullmanowskich przypraw.






Philip Pullman
"Baśnie braci Grimm dla dorosłych i młodzieży. Bez cenzury"
Wydawnictwo Albatros Andrzej Kuryłowicz
Warszawa 2014