Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantastyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantastyka. Pokaż wszystkie posty

03 grudnia

Jaszczury w Twierdzy

Gdzieś w Afryce, na którą opadł piach z bardzo dalekiej Arrakis, Mad Max spotkał Jurassic World: Twierdzę Kimerydu, leżącą w sercu pustynnej głuszy, zamieszkują odmieńcy i uchodźcy, potomkowie ludzi i pradawnych gadów. Po rozruchach wywołanych w trakcie asymilacyjnej konferencji na rzecz integracji trafia do niej Anna Guiteerez – naukowczyni i orędowniczka genetycznych eksperymentów. Ze względów zarówno bezpieczeństwa, jak i skomplikowanej polityki prowadzonej przez europejskiego cesarza Brytanika, który chce anektować państwa afrykańskie pod swoją pieczę, Anna zostaje nieformalnym więźniem Twierdzy. Obejmuje w niej posadę nauczyciela w miejscowej średniej szkole (tak, tak, powieść zahacza tutaj o school fantasy!) i poznaje trzech przeuroczych, dziewiętnastoletnich młodzieńców – jaszczuroludzką hybrydę Tyrsa Molinę, uwięzioną w cielę mężczyzny Tulię/usza Donnera, i Tycjana Elasmosa – niesfornego syna władcy Twierdzy. Każdy z chłopaków ma oczywiście swoje problemy – począwszy od tożsamości i przynależności, poprzez genderową niepewność, wreszcie – typową dla nastolatków u progu dorosłości – emocjonalną niestabilność, powodującą angażowanie się w rozmaite, często kłopotliwe, relacje. Którego z chłopców polubisz najbardziej…?

Self-publishing ma swoje wady i zalety: na przykładzie książki Magdaleny Pioruńskiej widać, jak wiele wysiłku musi włożyć autor, aby jego dzieło mogło ujrzeć światło dzienne. Po wielu rozczarowaniach, których dostarczyły mi książki wydawane przez Novae Res, pozbawione nierzadko redakcji, korekty, ze „spapranym” często składem, „Twierdza Kimerydu” okazała się być pewnym jakościowym zaskoczeniem. Tajemnica leży jednak nie w cudownym uzdrowieniu wydawnictwa, a w nakładzie pracy autorki, która w swoją publikację zaangażowała własną, prywatną ekipę – począwszy od grafika, po techników edytorskich. Efekt widać, bo książka wydana jest nieźle – a pomysł na promocję – z fotografiami powieściowych „ciastek”, coby czytelniczki miały do czego wzdychać – jest całkiem sympatyczny.

Mnie najbardziej w książce ujęła – interesująca ze względów nieco innych zapewne, niż względy targetu odbiorczego, którym raczej powinni zostać young adults (ha! są pikantne sceny!) – tematyka wyobcowania, piętnowania, inności, dysonansów genderowych, uchodźctwa, wreszcie – ciekawie zaakcentowany wątek homoerotyczny, który nadaje powieści – pod płaszczem młodzieżowej fantastyki – sznytu powieści zaangażowanej. Nie do końca kupuję tę książkę jako fantasy – ale jako powieść problemową – jak najbardziej. Jaszczury rulez!

30 września

Nie oceniaj książki po okładce...

...albowiem "Magia. Potrafi zabić". 

          Na pierwszą część cyklu Akta Dresdena skusiłam się na wyprzedaży: "Front burzowy" leżał w kontenerze z książkami po 4,99 zł, więc zobaczywszy, że za jego wydanie odpowiada moje skądinąd ulubione Wydawnictwo MAG, stwierdziłam, że biorę. Zwabiła mnie, muszę także przyznać, całkiem przyjemna okładka z mroczną postacią przystojnego neoczarownika w czarnym kapeluszu i dość ciekawie rozplanowaną lśniąco-wypukłą typografią w nazwisku autora, kusząca też stała się adnotacja, że jest to "Numer 1 na liście bestsellerów New York Timesa"*. 


           Drugi i trzeci tom (""Pełnia księżyca" oraz "Śmiertelna groźba") dorzuciłam do zakupu podręczników dla Syna w Dyskoncie Książkowym Aros. Były w niezłej cenie 17,50 zł za tom, czyli za połowę okładkowej ceny, toteż stwierdziłam, że dokompletuję serię. Czwartego tomu w Arosie niestety nie było; premierę następnych dwóch Wydawnictwo MAG zapowiada na 7 października.
           Mając zatem na podorędziu trzy tomy serii zapowiadanej przez okładkowy blurb jako 


 - wzięłam się za czytanie.

...O, ja nieszczęsna! Tak dać się zwieść magii okładki, tak dać się zwieść swej naiwnej miłości do MAG-a...!

          Książki Butchera okazały się, faktycznie, fantastyką. Ale nie fantastyką, do której ja, ze swoim bardzo specyficznym literackim gustem, przywykłam w MAG-owych seriach Uczta Wyobraźni, czy w niedawno zapoczątkowanych, znakomitych Artefaktach. 
          Akta Dresdena to lekkie, dosyć sztampowe fantastyczne czytadło, ze schematycznymi bohaterami, schematycznymi kryminalnymi zagadkami o schematycznych rozwiązaniach, schematycznymi przemyśleniami Harrego Dresdena, i schematycznymi dialogami pomiędzy (wspominałam już?) schematycznymi bohaterami, którymi są tytułowy mag-detektyw, Karrin Murphy - obrażalska i pochopnie wyciągająca wnioski policyjna porucznik, Susan - wścibska dziennikarka śledcza (a wkrótce kochanka Dresdena), i cała plejada chicagowskich gliniarzy, wampirów, magów, wilkołaków (ups, loup-garou!), elfów, duchów, bożych wojowników, członków nadzorującej wszelką magię Białej Rady oraz paranormalnych zjawisk, przedostających się do świata realnego z sąsiedniej krainy Nigdynigdy. 
           Intrygi w każdym z tomów są dość proste: w każdym giną ludzie, a za ich śmiercią stoi (jak wyżej zresztą, kolejność zgodna z cyklem): a) samozwańczy Mag Cienia, b) wilkołaki, c) wampiry. Całość jest zagmatwana; policja nie jest w stanie namierzyć sprawców, toteż udaje się po pomoc do Dresdena, specjalisty od spraw nadnaturalnych. Oczywiście Harry o wszystkim już wie, a nawet prowadzi prywatne dochodzenie - dziwnym trafem okazuje się, że to z reguły właśnie on znajduje się w centrum kryminalnych wydarzeń. Na szczęście do rozwiązania każdej zagadki wystarczy nieco magii: rysowane kredą kręgi, worek soli, magiczny pył, rodzinne żelazo, tudzież łacińsko brzmiące zaklęcia, z których: Fuego! jest najpopularniejsze. Taki uboższy "Supernatural" - ciekawe, jak wygląda tutaj sprawa inspiracji: pierwszy tom Dresdena ukazał się w 2004 roku, natomiast "Supernatural" kręcony jest od roku 2005... Serialowej, tak opiewanej na okładce realizacji Akt Dresdena nie oglądałam - i chyba jej się nieco obawiam.
            Mocno z kolei zastanawiam się nad okładkową "humorystycznością", gdyż Akta Dresdena nie śmieszą mnie ani trochę - być może jako "humorystyczne" określone zostały dialogi pomiędzy tytułowym bohaterem, a Bobem - maleńkim, przemądrzałym, sześćsetletnim duchem zamieszkującym pustą czaszkę w laboratorium maga. Niestety, rzekoma zabawność dialogów oparta jest głównie na przerzucaniu się uszczypliwymi stwierdzeniami oraz dywagacjami na erotyczne tematy, co nie zawsze bywa błyskotliwe. W pewnej chwili pomyślałam tutaj o negatywnych konsekwencjach translatoryki, gdyż nie zawsze tłumaczenie oddaje rzeczywistą literacką wartość oryginału, ale za przekład książek Butchera odpowiada Piotr Cholewa, czytelnikom fantastyki znany przede wszystkim jako genialny tłumacz książek Terry'ego Pratchetta, co wyklucza jakiekolwiek uchybienia ze strony przekładu. Widać zatem, iż z pustego to i Salomon nie naleje.
             Najsympatyczniejszym wątkiem książek Butchera jest relacja pomiędzy Dresdenem, a jego kotem, Misterem (w kota potrafi "wejść" również Bob, i w takim ciele zdarza mu się przemierzać chicagowskie najciemniejsze zaułki). Bezapelacyjnie przejawia się tutaj "kociarstwo" autora, za co ewidentnie należy się duży plus. 

...Czy kupię resztę tomów? Pewnie tak, nie lubię mieć niedokończonych serii wydawniczych. Niemniej jednak cykl o Dresdenie nie skradł mego serca, pomimo wiernych rzesz fanów na całym świecie i w Polsce (wystarczy spojrzeć chociażby na obszerną Dresdenowską stronę na Wikipedii - niezmiennie dziwi mnie, że jej autorzy znaleźli tyle rozbudowanych informacji w tak, hm, niegłębokiej książce). Jednak jest to niezła propozycja na zabicie wolnego czasu, o ile potencjalnemu (docelowemu?) czytelnikowi znudziły się inne czytadła o wampirach, seriale, albo granie w gry. Chociaż... równie dobrze można pójść na spacer :)

* Na szczycie listy bestsellerów NYT utrzymywał się także długo "Zmierzch" i inne Grey'e, do kupna których nie zachęcą mnie nawet wyprzedaże... Toteż jest ona nieco podejrzana ;)





Jim Butcher: Akta Dresdena
"Front burzowy"
"Pełnia księżyca"
"Śmiertelna groźba"
Wydawnictwo MAG
Warszawa 2011, 2012, 2012

28 stycznia

Najpierw było Światło...

      ...a potem Trakt runął. Michael Kearney, prywatnie partner schizofreniczki Anny, wraz z Brianem Tate'm pracują nad strategiami lotów międzygwiezdnych, które kiedyś w przyszłości umożliwią poruszanie się K-statkami. W innym wymiarze Seria Mau, genetycznie zmodyfikowana przez chirurgiczne krawiectwo Wuja Suwaka, połączona dzięki niemu ze swoim wehikułem, Białą Kotką, przemierza galaktyki szukając zarówno sprawiedliwości, jaki własnej, zagubionej wiele lat wcześniej tożsamości. Ed Chinol, tank nurkujący w metaprzestrzenie, wdaje się z kolei w szemrane interesy, które zagrażają jego i tak niespokojnemu życiu. Wtedy to właśnie Trakt Kefahuchiego rozpada się, a jego kawałki trafiają na ziemię. Pozostali przy życiu i zmysłach starają się chwytać doczesność, przesiadując w należącym do Liv Huli barze Czarny Kot, Biały Kot. Między pętającymi się tam indywiduuami pojawiają się Vic Serotonin, przewodnik wprowadzający chętnych w zakazane, przedkataklizmowe strefy, z których przemyca pożądane przez kolekcjonerów innowymiarowe przedmioty, Gruby Antoyne, dawny nawigator statku Eda, i klonka Mona Irene, dzięki genetycznemu krawiectwu skonstruowana na dość ładną prostytutkę, o ciekawej, niezależnej od modyfikacji osobowości. Wszystkiemu z łoża śmierci przygląda się Emil Bonaventure, jeden z pierwszych wędrowców po tamtym, innym świecie, który poznał i zapisał jego największe tajemnice w notatniku, który bardzo chciałby dostać Vic, będący niegdyś jego uczniem. Zapisków ojca strzeże jednak zazdrośnie Edith, Mała Akordeonistka, córka przywieziona przed laty z jednej z wypraw: "córką" nazywa się również w Nowym Wenusporcie mogącego przeniknąć ze stref zabójczego wirusa, którego posiadanie grozi rządową kwarantanną... Poprzez ryzyko przemytu niebezpiecznych, przenoszących córki przedmiotów Vica poszukuje detektyw Aschemann w towarzystwie swojej niezniszczalnej Asystentki-cyborga, skonstruowanej przez służby wojskowe, posiadającej jednak głęboko skrywane ludzkie oblicze - intryguje ją prywatne życie szefa, a największą przyjemność sprawia jej wirtualne wcielanie się w normalne postacie kobiece, używające czegoś tak egzotycznego jak "środki czystości". Całkiem współcześnie Anna, partnerka zaginionego przed laty Kearneya egzystuje na pograniczu normalności w towarzystwie kota Jamesa, doglądana przez małoczułą córkę, Marnie. Asystentka Aschemana po zniknięciu detektywa w zakazanych strefach prowadzi własne śledztwa, będąc jednocześnie obiektem badań naukowych, a Liv sprzedaje knajpę, i podłącza się jako pilotka Novej Swing, dawnego statku Chinola, zabierając ze sobą na pokład Irene i Antoyna... Wszechświat trwa nadal, a widma ostatnich K-statków przepływają przez niego jak duchy.
        M. John Harrison stworzył trzytomową, surrealistyczną epopeję, osadzając w nierealnym świecie pełnokrwiste postaci, z typowymi dla ludzkiej rasy zaletami i wadami. Obok biogenetyki, cybernetycznych transformacji, mechaniki kwantowej, nanomaszyn i ich operatorów-cieni istnieją całkowicie zhumanizowane (choć chirurgicznie uszyte przez Wuja Suwaka, największego kreatora osobowości w galaktykach) byty - a obok nich także koty, będące łącznikami poszczególnych światów. A światy te są fantastyczne: od całkowicie bliskiej naszym wyobrażeniom wizji ziemi, po nowoczesne, neonowo-steampunkowe metropolie, kojarzące się z Falloutowym New Reno, czy też postapokaliptyczne przestrzenie, usiane fragmentami Traktu i zjawami żyjących tam niegdyś stworzeń. 
            Literacko Harrison zmusza do skupienia: ciężkie, nierzadko naukowe słownictwo i bogactwo opisów przedstawianych przestrzeni absorbuje uwagę do maksimum, i bardzo poszerza wewnętrzne wizualizacje czytelnika; nie jest to książka do czytania "jednym tchem", wymaga rozsmakowania, odnalezienia przyjemności w tym trudnym do interpretacji science-fiction, które finalnie okazuje się jednak przepyszne. W końcu to "Uczta Wyobraźni"...



M. John Harrison
Wydawnictwo MAG
Warszawa 2010, 2011, 2013


+ Myślałam, że chwilowo skończę swoją przygodę z Harrisonem (bądź, co bądź, wymagającym), a tu w zeszłym tygodniu listonosz przyniósł "Drogę serca", najnowszą jego książkę. Jest to wygrana w konkursie Dwumiesięcznika Qfant i Wydawnictwa MAG - dziękuję, recenzja wkrótce!