środa, 22 marca 2017

Tajemnice pustyni

„– Jest coś, co upiększa pustynię – rzekł Mały Książę.

– To, że gdzieś kryje się w niej studnia [1].”
Do twórczości Erica-Emmanuela Schmitta mam stosunek bardzo ambiwalentny. O ile niektóre z jego powieści uwielbiam za literacką błyskotliwość, przenikliwość życiową i niebanalną fabułę (tu koniecznie muszę przywołać znakomity „Przypadek Adolfa H.” [2]), o tyle inne potrafiły mnie nużyć zbędnie filozoficzną, nieco przeintelektualizowaną narracją (chociażby taką jak w „Ulissesie z Bagdadu”[3] czy „Kiedy byłem dziełem sztuki”[4]). Ryzykowne jest to stwierdzenie, zważywszy na ogromną popularność francusko-belgijskiego pisarza w Polsce: na rodzimym rynku wydawniczym każde wydanie powieści Schmitta automatycznie osiąga miano bestselleru, a o estymie, jaką darzą autora nadwiślańscy czytelnicy świadczyć mogą chociażby Facebook’owe wyzwania, takie jak „Przeczytam wszystkie książki Erica-Emmanuela Schmitta w 2017 roku”. Jak zatem w tak wymagającej perspektywie wypada najświeższa, wydana w listopadzie 2016 roku książka pisarza?


„Noc ognia”, gdyż o tej literackiej miniaturze tutaj mowa, mogłaby być pierwszą książką Schmitta, którą należałoby polecić nieznającym jego twórczości. Jest to bowiem króciutka historia, opisująca – zapewne biograficznie, gdyż sporo faktów pokrywa się z życiorysem autora – wyprawę przez algierską pustynię do Pustelni Assekrem: miejsca egzystencji Charlesa de Foucauld, myśliciela, filozofa, etnografa i etnolingwisty, zajmującego się badaniem rodzimych zwyczajów koczowniczych plemion Tuaregów. Nieco abstrakcyjnym motywem przewodnim jest konieczność pozyskania materiałów do filmu o Foucauldzie, którego scenarzystą – dość zresztą przypadkowo – zostaje bohater (będący, niczym autor, z zawodu filozofem, noszącym również tożsame imię Eric). Jako że wiadomo nie od dzisiaj, iż bezkres pustyni sprzyja filozoficznym rozważaniom – bohater podczas wyprawy rekonstruuje swoje życie, gubi się, odnajduje, odkrywa boską obecność, wreszcie – rozpoznaje swoje powołanie jako tego, który niesie ludziom pisane słowo.

Czytając tę książkę nie da się uciec od charakterystycznych dla twórczości Schmitta kontekstów biblijnych (uczestników wyprawy jest dwanaścioro, niczym dwunastu Apostołów, przemiana bohatera odbywa się na górze Tahat – której nazwa oznacza „filar nieba”, 2 dni – a więc zapewne około 40 godzin – niczym 40 dni Chrystusowych Eric przebywa na pustyni samotnie), intertekstualnych (oczywiste i wielokrotnie przywoływane są Schmittowskie nawiązania do Saint-Exupéry’ego: w „Nocy ognia” mamy chociażby żmiję na pustyni, spotkanie z którą może skończyć się w metaforycznym, usianym gwiazdami niebie), czy filozoficznych (bohater nawiązuje do Pascala i Heideggera). Pierwszoosobowa narracja w pierwszej chwili przywodzi na myśl dziennik z podróży lub reportaż, jednakże głębsza analiza tekstu skłania się bardziej ku moralnemu traktatowi, posiadającego finalne przesłanie odnalezienia – niczym źródła wody na wyschniętej i jałowej pustyni – wiary, euforycznie pojmowanej jako fontanna wiecznego szczęścia i spokoju. W tle nawrócenia bohatera rozbrzmiewa dyskurs pomiędzy racjonalizmem a instynktownym dążeniem do Boga, jednakże Eric wypracowuje sobie swój własny, niezależny od obydwu stron konsensus: siłę swojej ufności w Najwyższego pokłada w bezpośrednim Jego spotkaniu.

               „Noc ognia” jako mikropowieść filozoficzna niesie za sobą przesłanie, iż nie należy poddawać się żadnemu zwątpieniu w podążaniu wytyczonymi przeznaczeniem ścieżkami losu. Pokazuje także, iż człowiek może doznać oświecenia w najmniej spodziewanym dla siebie momencie, i, podobnie jak bohater książki – odkryć Absolut w pozornej pustce. Wydawnictwo Znak Literanova przy publikacji „Nocy ognia” sprawiło czytelnikom dodatkową motywację do własnych, duchowych poszukiwań, pozostawiając w książce puste stronice, przeznaczone do spisania własnej opowieści lub historii. Fani twórczości Erica-Emmanuela Schmitta z pewnością są zachwyceni. Fani Paolo Coelho – zapewne też.  

[1] Antoine De Saint-Exupéry: Mały Książę. Wydawnictwo ALGO, Toruń 2010, s. 64.
[2] Eric-Emmanuel Schmitt: Przypadek Adolfa H. Wydawnictwo Znak Literanova, Kraków 2012.
[3] Eric-Emmanuel Schmitt: Ulisses z Bagdadu. Wydawnictwo Znak, Kraków 2010.
[4] Eric-Emmanuel Schmitt: Kiedy byłem dziełem sztuki. Wydawnictwo Znak Literanova, Kraków 2014.


Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Znak Literanova :)



Autor: Eric-Emmanuel Schmitt
Tytuł: Noc ognia
Tłumaczenie: Łukasz Müller
Wydawnictwo: Znak Literanova, Kraków 2016

Liczba stron: 176

wtorek, 21 marca 2017

W DOMU NAJLEPIEJ... CZYLI INDYJSKA OPOWIEŚĆ O PRZEZNACZENIU

„(…) dwóch mężczyzn zainteresowało się, co tu robię, i ten drugi – na oko trzydziestopięcioletni, dobrze mówiący po angielsku – obejrzał zdjęcia, kazał mi zaczekać, a potem poszedł dokądś ulicą. Nie miałem zbyt wiele czasu, żeby się zastanowić, co się dzieje. Ciekawscy już zaczęli zbierać się wokół nas zaintrygowani obecnością cudzoziemca na ulicach nigdy nieodwiedzanych przez turystów.

 Po kilku minutach mężczyzna wrócił i wypowiedział pamiętne słowa:
– Chodź. Zaprowadzę cię do matki.[1]”
Źródło Inst MCB

Jak się czuje pięciolatek, który zgubił drogę do domu? Saroo, mały Hindus, który wraz ze starszym bratem udał się na wyprawę do sąsiedniego miasteczka odczuł to na własnej skórze. Pozostawiony na dworcu z przykazem oczekiwania na nastolatka załatwiającego swoje interesy (zapewne mające na celu zorganizowanie żywności lub pieniędzy) usnął na ławce na peronie. Obudziwszy się w środku nocy, zdezorientowany, pozbawiony opieki, wsiadł do stojącego przy peronie pociągu, z nadzieją, że wraca on do jego rodzinnej miejscowości. Oczywiście – było wręcz odwrotnie: pociąg skierował się do oddalonej o 1600 kilometrów Kalkuty. Samotny, głodny pięciolatek w latach 80 w mieście podziałów klasowych i wszechobecnej biedy? To nie mogło skończyć się dobrze… A jednak.

Opowieść Saroo, spisana w 2010 roku, to rekonstrukcja jego losów z punktu widzenia trzydziestokilkulatka, adoptowanego jako dziecko przez rodzinę z Australii. Wychowując się większość życia na Tasmanii Brierley czuje się Australijczykiem, jednakże cały czas nie daje mu spokoju świadomość istnienia utraconej rodziny. Mimo całej miłości, jaką darzy swoich adopcyjnych rodziców postanawia odnaleźć swoje korzenie w dalekich, opuszczonych przed laty Indiach. Nie jest to jednak łatwe: za pomoc służą mu jedynie zamglone wspomnienia pięciolatka, na podstawie których ani indyjskie służby, ani ośrodek adopcyjny nie mogły natrafić ani na miejscowość, z której mógłby pochodzić chłopiec, ani tym bardziej na jego rodzinę. Z pomocą przychodzą mu dopiero… najnowsze technologie: Google Earth i Facebook.

Wzruszającą część książki stanowi opis podróży dorosłego już Saroo do Indii, i spotkania z jego biologiczną rodziną: przejmująca jest zwłaszcza niezachwiana pewność Kamli, matki chłopca, w to, że syn żyje, i z pewnością kiedyś powróci (z tego powodu nie godziła się na przeprowadzkę do dość dobrze usytuowanej jak na indyjskie warunki córki, tłumacząc, iż musi pozostać w miejscu swojego dotychczasowego zamieszkania, gdyż Saroo po powrocie nie będzie mógł jej odnaleźć). Znamienny tutaj jest brak dysonansu tożsamościowego Brierleya: przez cały czas twierdzi, że czuje się Australijczykiem – po prostu ma dwie rodziny. Odnalezienie biologicznej matki nie zmienia niczego w podejściu Saroo do adopcyjnych rodziców: przez cały czas w swojej opowieści podkreśla swoją miłość do nich i wdzięczność za to, że zdecydowali się go przyjąć do swojej rodziny. Rzeczywiście: gdyby nie dobroć wielu osób, które Brierley spotkał na swojej drodze jako dziecko, zapewne nie udałoby mu się – samotnemu pięciolatkowi pozostawionemu na ulicach Kalkuty – przetrwać.

Zdumiewające są nici przeznaczenia, które wyznaczały losy Saroo Brierleya. Jednakże Saroo (w hindi Śeru – co oznacza „lew”, „walczący”) całą swoją historią pokazuje, że wiara i pewność w rzeczy pozornie niemożliwe sprawiają, że możemy osiągnąć wszystko. Nawet, jeżeli byłoby to oddalone o 10 tysięcy kilometrów.



Na podstawie książki „Lion. Droga do domu” powstał film o takim samym tytule, z rewelacyjną rolą Deva Patela, znanego ze „Slumdoga. Milionera z ulicy”. Film otrzymał 6 nominacji do Oscara, i warto go – oczywiście po przeczytaniu książki – zobaczyć. Ta historia rzeczywiście jest tak niewiarygodna, że aż prosiła się o ekranizację.

[1]Saroo Brierley: Lion. Droga do domu. Wydawnictwo Znak Literanova, Kraków 2016, s. 184



Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Znak Literanova ❤







Autor: Saroo Brierley
Tłumaczenie: Małgorzata Kafel
Wydawnictwo: Znak Literanova, Kraków 2016

Liczba stron: 272