wtorek, 7 lutego 2017

Królestwo nie z tego świata

Kto nie pamięta historii,
skazany jest na jej ponowne przeżycie.
George Santayana

Zofia Posmysz – pisarka, dziennikarka radiowa, autorka  – miedzy innymi – popularnego słuchowiska „W Jezioranach” i książki, na kanwie której powstał scenariusz głośnego filmu Andrzeja Munka „Pasażerka”. Więźniarka Auschwitz i Ravensbrück, rocznik 1923, obozowy numer 7566. W momencie wybuchu II wojny światowej miała niecałe 17 lat, w momencie osadzenia w obozie – 19; w chwili przeprowadzania właśnie opublikowanych wywiadów – 93, i… pogodę ducha niedostępną dla niejednego młodego człowieka. „Królestwo za mgłą” jest pokłosiem rozmów przeprowadzonych wiosną 2016 roku podczas szesnastu spotkań z Michałem Wójcikiem, historykiem i dziennikarzem, konsekwentnie docierającym do niewielu już naocznych świadków II wojny światowej (rozmawiał między innymi z Lucjanem Wiśniewskim ps. „Sęp”, jednym z „likwidatorów” Kedywu AK, co zaowocowało późniejszym wydaniem książki „Ptaki drapieżne”*).
Zofia Posmysz okazała się być rozmówczynią bardzo, jak na swój wiek… zabieganą: w chwili obecnej konsultuje zagraniczne realizacje opery „Pasażerka”, uczestniczy w wielu memoriałowych spotkaniach, często skierowanych do młodzieży, wyjeżdża, telefonuje, pisze… W tej pracowitej, serdecznej, uśmiechniętej staruszce ciężko jest zobaczyć bitą, poniżaną, maltretowaną więźniarkę Auschwitz. Tylko ten wytatuowany numer… Tylko ta opowieść. Tylko jej książki...

Od wielu wspomnień obozowych, które na szczęście dla ludzkości są pieczołowicie zbierane, wspomnienia Posmysz różnią się optyką. O ile bowiem dość dokładnie wiadomo, jak wyglądała codzienność osadzonych w Auschwitz, tak rzadko spotyka się zapis rozmaitych emocji i postrzegania tamtejszych realiów z perspektywy  więźnia, który w obliczu zagrożenia nie zatracił swojej intelektualnej przytomności na rzecz wszechobecnego wśród ofiar marazmu. W przypadku Posmysz za taki stan rzeczy odpowiadać mogła zarówno dająca pewność przetrwania wiara, na którą bohaterka zresztą często się powołuje, jak i specyfika charakteru, który uporczywie nie dawał za wygraną w myśl nieco kolokwialnej zasady „co mnie nie zabije, to mnie wzmocni”. Całkowicie nowatorska jest także ambiwalentna recepcja, bądź co bądź – obozu zagłady, w baśniowej formie interpretacyjnej**: wykorzystane w tytule książki, rządzone przez obłąkanego króla Królestwo Rycerzy Trupiej Czaszki, do którego można było dotrzeć jedynie sunącymi przez Mgłę (dym?) widmowymi pociągami, to oswajana wizja obozu śmierci; wizja zneutralizowana, nadająca i tak nierealnej w pojęciu ówczesnego człowieka rzeczywistości rysów znajomej, choć groźnej baśni, próba nazwania nienazwanego. Zachodzący tutaj dualizm ontologiczny obala niejako Hartmannowskie rozróżnienie przedmiotów doświadczenia: realne stało się niewyobrażalne, dlatego w jego miejscu pojawiło się to, co irracjonalne. Istniejące jedynie w wymiarze transcendentalnym Królestwo bliskie staje się zatem realizacji poglądów Ingardena, który twierdził, że „im więk­szy kładzie się nacisk na transcendencję real­nego świata w przeciwstawieniu do immanentnie dokonujących się przeżyć doświadczenia, im bardziej zdecydowanie podkreśla się rady­kalną różność immanentnej sfery czystej świa­domości i transcendentnej sfery realnego świata (...), tym głośniej odzywa się wątpli­wość, czy sensy przedmiotowe ukonstytuowa­ne w immanencji odpowiadają adekwatnie te­mu, co w danym wypadku faktycznie istnieje”***. Takie solipsystyczne widzenie obozowej rzeczywistości niewątpliwie wspomagało codzienną obozową egzystencję, a przeniesienie jej w transcendentalny wymiar prawdopodobnie umożliwiło – przynajmniej w przypadku Posmysz – przetrwanie najcięższych momentów.
Ważnym elementem wspomnień Zofii Posmysz są osoby, które spotkała w obozach: z imienia i nazwiska (jakaż niesamowita pamięć u 94-letniej staruszki!) pojawiają się w nich zarówno Polacy, Żydzi i Niemcy, z czego należy podkreślić, że nawet w przypadku tych ostatnich Posmysz nie używa jednoznacznie negatywnych sformułowań. Postacią, którą bohaterka przywołuje najczęściej, jest Anneliese Franz, przełożona Posmysz, uwieczniona przez nią później w postaci Aufseherin Lisy w „Pasażerce” – we wspomnieniach jawi się ona nieco inaczej, niż w filmie Munka, któremu przypisywano (jak się okazuje, zbyt pochopnie) wizualizowanie homoerotycznych relacji panujących w obozach.
Dla rodzimej historii ważna jest pojawiająca się w opowieści Zofii Posmysz osoba kapitana Tadeusza Paolone-Lisowskiego, jednego z czołowych organizatorów wewnętrznego ruchu oporu na terenie obozu w Auschwitz: bohaterka miała okazję spotkać go osobiście; została obdarowana przez niego medalikiem (zachowała go zresztą do dzisiaj), i – być może – okruchem uczucia, o ile taki w ogóle mógł zaistnieć za kratami obozu śmierci. Lisowski nie przeżył osadzenia; został stracony w 1943 roku w wyniku podejrzeń esesmanów odnośnie wyzwoleńczych spisków w Auschwitz (wraz z nim stracono pułkownika Teofila Dziamę).
Warto zaznaczyć, że Posmysz nie obwinia nikogo za zaistniały stan rzeczy: nawet opisując zachowania hitlerowców (chociażby Unterscharfürera zwanego Köpfchen) unika bezpośrednich pejoratywnych określeń, wręcz czasami zastanawiając się nad ich dalszymi, powojennymi losami. Oczywiście, zachowany zostaje paradygmat kata i ofiary, jednakże Posmysz w całym swoim szacunku dla człowieka – nawet najgorszego – stara się go nie oceniać, a tym bardziej nie wydawać wyroków, które w jej mniemaniu i tak spoczywają w rękach Najwyższego. Cichy, pozbawiony nienawiści głos bohaterki stanowi ważny kontrapunkt dla dzisiejszego dyskursu o Holokauście, zwłaszcza umiejscawianego w perspektywie ogólnoeuropejskiego odrodzenia ruchów nacjonalistycznych i powszechnego zapomnienia bądź ignorancji Zagłady (spod znaku #Yolocaustu czy krzywdzącej retoryki „polskich obozów koncentracyjnych”). Posmysz poprzez taki rodzaj narracji pokazuje, jak ważna jest pamięć i jej kultywacja, bez jednoczesnego epatowania postawą ofiary: to przejmujący przykład pogodzenia się z losem, przy kategorycznym braku zgody na historyczną amnezję charakteryzującą kolejne pokolenia.

„Królestwo za mgłą” to książka, po którą powinni przede wszystkim sięgnąć ludzie młodzi: nie tylko ze względu na prymarny obowiązek kultywacji pamięci, ale również po to, żeby zobaczyć, jak – i jakim językiem (w dzisiejszej epoce tzw. „hejtu”, uprzedzeń i nienawiści wobec drugiej osoby) można mówić o rzeczach bolesnych. Jako przesłanie wypływające z opowieści Posmysz należy również traktować pokazanie niezachwianej wiary i pokory wobec niebagatelnych (wojna!) przeciwności losu, w perspektywie których dzisiejsze problemy jawią się niczym błahostki. „Królestwo za mgłą” aktualnie pretenduje do najważniejszych książek roku 2017, a warto także nadmienić, że Znak Literanova planuje wznowienie powieści pisarki (za chwilę ukazują się „Wakacje nad Adriatykiem”). Lektury – z wielu przyczyn – obowiązkowe.


*Emil Marat, Michał Wójcik: „Ptaki drapieżne. Historia Lucjana „Sępa” Wiśniewskiego”. Znak Literanova, Kraków 2015.
**„Autorką” baśniowej perspektywy była Zofia Jachimczak, numer obozowy 7546, zwana „Ptaszką” – przyjaciółka Posmysz z pierwszego roku osadzenia. Jachimczak nie przeżyła obozu.
***Roman Ingarden: „Spór o istnienie świata”. T. 1, PWN, Warszawa 1987, s. 29 – 30.



Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Znak Literanova 💓








Autor: Zofia Posmysz, Michał Wójcik
Wydawnictwo: Znak Literanova, Kraków 2017
Liczba stron: 416

Brak komentarzy: